Goła baba, miecz i smiena

W Nietulisku powitała nas jakaś sztywna , łysa i półgoła dama. Wyglądała jak z kamienia. Jakoś żaden z nas nie odważył się sprawdzić czy aby nie żywa.  Skupiliśmy się na podziwianiu ruin XIX wiecznej walcowni. A właściwie tego co z krzaków wystawało. Jakby się ktoś wybierał polecam wzięcie maczety i spraju na komary. A i maski przeciwgazowej. Miejscowi zagospodarowali kanały do opróżniania szamb…Ot taka atrakcja turystyczna. Ale może to tylko tak w sezonie letnim?

Żeby tradycji stało się zadość kolejnym etapem na naszej drodze był kolejny kościół – tym razem w Kunowie. Podczas gdy trójka z nas podziwiała najmniejszy chyba w PLu pomnik Jana Pawła II (tak ok. 15cm na korynckopodobnej kolumnie) Maciek polował na komunistów. Oczywiście nie na takich żywych. Po prostu przerzucił się z kapliczek na czerwone traktory i na widok każdego wrzeszczał – komunista!. W pewnym jednak momencie doszedł do wniosku, że jego marzeniem jest kapliczka na traktorze lub traktor w kapliczce.Znaczy trochę mu pomogliśmy taki wniosek wyciągnąć.

Pomogło na chwilę .Już w Nowej Słupii zaczął polować na maluchy.Czerwone.Ale to był chyba odruch buntu przeciw płaceniu 5zł za możliwość postawienia samochodu na nasłonecznionym placu z widokiem na śmietniki. I to na placu, którego jedyną atrakcją jest Emeryk upchnięty między samochody a sklepy z „pamiątkami”. Zastanawialiśmy się czy nie kupić sobie po takim pamiątkowym mieczu ze sklejki pociągniętej farbą z dizajnerskim , wykonanym markerem , napisem GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE. Niestety sprzedawca się gdzieś zawieruszył. Nie skorzystaliśmy tez z możliwości przebrania się za czarownice  – pożyczenie stroju by zrobić sobie zdjęcie to jedyne 2 zł.  Doszliśmy za to do skałek. Skałki jak to skałki – są skałki – była jakaś bitwa. A poważnie (znaczy bitwa też była) te skałki to koniec pasma górskiego.  My patrzyliśmy na skałki, komary cieszyły się z odwiedzin…Uciekając przed nimi dotarliśmy aż na Rynek. Po drodze udało nam się nie obudzić skacowanego kota oraz psa czujnie pilnującego by nikt nie zastawiał bramy.

Nieco wygłodniali ruszyliśmy na poszukiwanie mamuta, znaczy tfu…pizzy. Chyba o mamuta jednak byłoby łatwiej w turystycznej miejscowości*.Na szczęście był spożywczak, gdzie Maciek mógł zaopatrzyć się w żelki (już na głodzie był). Patrząc na drogowskazy kierujące nas – w lewo Suchedniów, w prawo WC – zgodnie uznaliśmy,że skoro nie ma jedzenia to i kibel nam nie potrzebny. Stanęło na podróży w stronę Suchedniowa. Na szczęście po drodze był Bodzentyn. Na górnym Rynku były nawet dwie pizzerie. Poszliśmy do tej bliżej. I mamy już pewność,że w życiu nie stanęła tam noga rodowitego Włocha. W przeciwnym wypadku kucharz po zrobieniu pizzy ,z ketchupem udającym ostry sos, prawdopodobnie błąkałby się w charakterze ducha po pobliskim zamku **.

Zamek zaś stanowi odmianę wall-a fejsbukowego – więcej tu podpisów niż czystych cegieł.  Maciek na widok młodej pary z fotografem postanowił fotografa wpędzić w kompleksy. Wyciągnął z plecaka swoją niezniszczalną profesjonalna smienę 8M i zaczął atakować.  Fotograf z młodymi uciekli… A my porzucając po drodze Łukasza ruszyliśmy w stronę Kielc. I wszystko byłoby szybko gdyby Jeleń nie zaczął szukać dziury w całym…

*nie twierdzę,że tam nie ma pizzy. ale to nie ten scenariusz. tu jest porwanie a nie „poszukiwacze zaginionej pizzeri”

** jeśli ktoś się nie zgadza z moją opinią to mogę zaproponować zapoznanie się z materiałem porównawczym np. w papajo  (pozdrowienia dla miłych kelnerek).

fot.i txt. Michał Walczak

© 2011, Michal Walczak /fotoreporter.info.pl. All rights reserved./Wszelkie prawa zastrzezone

Views All Time
469
Views Today
2
{lang: 'pl'}

Related Posts/Podobne posty:

Michał W.

Fotoreporter. Pracowałem m.in. dla Polskiej Agencji Prasowej , Rzeczpospolitej oraz agencji FotoRzepa. Moje zdjęcia można znaleźć m.in. w "Rzeczpospolitej", "Uważam Rze" ,"Życiu Warszawy", "Newsweeku" , "Polityce", "Niedzieli","Forbsie" ,"Przeglądzie Sportowym" i wielu innych wydawnictwach. Wszelkie zdjęcia na www.fotoreporter.info.pl są chronione prawem autorskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *