Solyane -uzupełnienie

Solyane .Ukraina.Klimat bieszczad sprzed 20 lat. Tyle ,że położonych na d morzem. Morzem (jeziorem) azowskim. Puste domy i ruiny straszą pustymi oczodołami okien. Okolica nieskażona asfaltem. Gruntowe drogi i pasące się na cmentarzysku placu zabaw krowy.
Chwila roztargnienia wystarczy by poranna kawa obudziła cię słonym smakiem. Woda ze studni przesiąkła morzem i słonym jeziorem. Solyane to więzień soli. Czujesz ją w każdym oddechu, każdym łyku, każdym kęsie. Nawet papierosy mają słony smak.
Informacji o tej miejscowości nie chce podać nawet wujek google. Ze szczątkowych informacji wynika, że to dawny kołchoz. Krów tu raczej nie paśli, z żyznymi polami też mogli mieć problem. Obstawiam, że jeśli faktycznie kołchoz to zajmowano się tu pozyskiwaniem soli i rybołówstwem. Co niektórzy twierdzą, że to tylko makieta miejscowości mająca ukryć wyrzutnie rakietowe (;)). Przeczy temu budowanie i wykupywanie domów przez (ja mówią miejscowi) – moskiewskich. I daw ośrodki wczasowe – niewielkie domki. Po sezonie nie widać wokół nich ani stróża ani nawet groźnie szczekającej sobaki. Tylko w nocy samotne światło nad ośrodkami rozjaśnia mrok. Mrok, który jest namacalny. Nie przecinany światłem ulicznych latarń, świateł z domów. Tym mrokiem możesz się udławić patrząc na wielką niedźwiedzicę mknącą tuż nad horyzontem.
Po sezonie nie ma tu nic do roboty dla przyjezdnych. Możesz pić, palić, jeść i spać. Morze staje się zbyt srogie by zawierać z nim przyjaźń. Słone jezioro ? Jest . I nawet miejscami woda sięga w nim do kolan. Po przejściu nim ok. 500 metrów znudziło nam się.
Ostoją życia towarzyskiego jest sklep. Sklepik właściwie. Od 9do12 i od 15 do 19. Możesz przed nim zasiąść przy stole. Porozmawiać z miejscowymi. Napić się piwa z wędkarzami. Poczekać na chleb, który przywożą we wtorki i piątki.
Jeśli ten sklep ci nie odpowiada to droga wolna – zaledwie 12 km dalej jest następny. Maszeruj pylistą drogą między morzem a solankami. Głęboko wciągaj w płuca kurz zrywający się do lotu przy każdym podmuchu wiatru. I nie licz na cień…Wzdłuż tej drogi nie ma drzew.
Możesz też poczekać na marszrutkę (busa). Ale prędzej doczekasz się gimbusa, którego kierowca ci powie,że marszrutki tu nie jeżdżą – bo i po co? A potem postuka się w głowę patrząc na nasze plecaki i słysząc ,że przyszliśmy tu na piechotę.
MW

© 2011, Michal Walczak /fotoreporter.info.pl. All rights reserved./Wszelkie prawa zastrzezone

Views All Time
512
Views Today
1
{lang: 'pl'}

Related Posts/Podobne posty:

Michał W.

Fotoreporter. Pracowałem m.in. dla Polskiej Agencji Prasowej , Rzeczpospolitej oraz agencji FotoRzepa. Moje zdjęcia można znaleźć m.in. w "Rzeczpospolitej", "Uważam Rze" ,"Życiu Warszawy", "Newsweeku" , "Polityce", "Niedzieli","Forbsie" ,"Przeglądzie Sportowym" i wielu innych wydawnictwach. Wszelkie zdjęcia na www.fotoreporter.info.pl są chronione prawem autorskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *